„Będziemy walczyć o przetrwanie” – rozmowa z Szymonem Kowalikiem

Kwiecień 10, 2020 by · Leave a Comment
Filed under: Bez kategorii 

SK_Zapraszamy do lektury wywiadu z Szymonem Kowalikiem, prezesem KKP Rem Marco Bydgoszcz. Specjalnie dla naszego portalu Prezes w swoim stylu, a więc mocno i szczerze do bólu, opowiada o aktualnej sytuacji klubu, a także ocenia propozycje regulaminowe i pakiet pomocowy PZPN. Przeczytajcie koniecznie! Więcej

Zrodziła się zgrana paczka i prawdziwy kolektyw – rozmowa z Adamem Góralem

Czerwiec 5, 2018 by · Leave a Comment
Filed under: Bez kategorii 

ag 32896541_1646726598715446_3574712374361325568_n27 maja zakończył się sezon I ligi północnej. Sezon dla piłkarek KKP Bydgoszcz udany, bo zakończony na drugiej lokacie z dorobkiem 34 punktów. Pora pokusić się zatem o podsumowanie minionych rozgrywek, a któż uczyni to lepiej niż szkoleniowiec bydgoszczanek – Adam Góral.

– W którym z meczów zremisowanych bądź przegranych najbardziej żal panu straconych punktów?

– Najbardziej szkoda straconych punktów w meczach zremisowanych z Dargfilem Tomaszów Mazowiecki i Stomilankami Olsztyn. Jeśli chodzi o mecz z Dargfilem, to po prostu zabrakło nam czasu na zgranie zespołu, było to pierwsze spotkanie ligowe, dużo zmian w składzie i zagraliśmy niestety słabo tworząc sobie bardzo mało okazji do zdobycia bramki. Mecz ze Stomilankami to już inna historia, bo odrabiamy straty w meczu gdzie przegrywamy 0:2 i jesteśmy zespołem lepszym. Popełniliśmy tylko jeden błąd w drugiej połowie i straciliśmy gola. Jak się później okazało tych punktów zabrakło nam do awansu.

– Najlepszy pana zdaniem mecz sezonu 2017/18 to…

– Trudno mi powiedzieć, który nasz mecz był najlepszy, ponieważ cała druga runda była w naszym wykonaniu bardzo dobra. Wymieniłbym jednak dwa spotkania, które były w naszym wykonaniu bardzo dobre: wygrana z liderem Polonią Poznań na ich boisku, gdzie wykazaliśmy się spokojem i konsekwencją grając odpowiedzialnie i jako jedyni pokonaliśmy poznanianki na ich terenie. Drugie spotkanie to mecz u siebie z Akademią LG Gdańsk. Kto był na tym meczu mógł zobaczyć piękne i składne akcje. Wygraliśmy to spotkanie wysoko, tworząc wiele okazji w sposób jaki sobie zakładaliśmy i jaki trenujemy na co dzień. Ten mecz po prostu oglądało się bardzo fajnie i każdy mógł być usatysfakcjonowany.

– Mówiliśmy o pozytywach, więc teraz muszę zapytać, które spotkanie najbardziej pana drużynie nie wyszło.

– Najsłabsze w naszym wykonaniu było wyjazdowe spotkanie z Sztormem Gdańsk w rundzie jesiennej przegrane 1:4. Do dziś się zastanawiam, co się tam wydarzyło, bo było to jedyne spotkanie gdzie zostaliśmy zdominowani przez przeciwnika i gdzie przez cały mecz prezentowaliśmy się słabo pod każdym względem: fizycznym, taktycznym jak i ambicjonalnym.

– Jak zatem podsumowałby pan całe rozgrywki 2017/2018?

– Oceniając cały sezon powiedziałbym, że był w miarę udany, bo na samym końcu jednak nie awansowaliśmy do ekstraligi. Dla mnie jako trenera zespół z drugiego miejsca to pierwszy przegrany. Zabrakło nam bardzo niewiele, aby wygrać tę ligę, ale sezon należy oceniać przez pryzmat dwóch rund. Jesienna była w naszym wykonaniu słaba, szukaliśmy ustawienia i optymalnego składu po odejściach latem i potraciliśmy na początku punkty. Już zimą wiedziałem obserwując dziewczyny, że coś zaskoczyło, że rodzi się zgrana paczka dziewczyn, która jest w stanie wygrać z każdym i też tak się stało. Dziewczyny grały bardzo dobrze i to co mnie cieszy najbardziej – wróciła skuteczność. Dodatkowo na naszym stadionie nie przegraliśmy żadnego meczu. Nie wyróżniałbym żadnej zawodniczki jakoś szczególnie, bo byliśmy naprawdę fajnym kolektywem i każda zawodniczka, która wybiegała na boisko dawała z siebie wszystko i wnosiła jakość, która w każdym meczu pozwalała nam na wygrywanie spotkania w stylu, nad którym pracowaliśmy na treningach. Za to wielkie gratulacje dla dziewczyn!

– Co przede wszystkim będzie chciał pan poprawić w grze swojego zespołu podczas letniego okresu przygotowawczego?

Myślę, że jest wiele aspektów, nad którymi musimy pracować, jak choćby wykorzystywanie stałych fragmentów gry, które wykonujemy bardzo dobrze, ale marnujemy dobre okazje po nich słabym wykończeniem . Możemy też jeszcze zwiększyć intensywność naszej gry, czyli jeszcze szybciej przejmować kontrolę nad piłką i wykonując jeszcze lepiej grę pressingiem. Generalnie chcemy nadal ciężko pracować i rozwijać się tak, aby każda zawodniczka robiła postępy w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. Nie wszystko też jest zależne wyłącznie od nas. Ważne też co wydarzy się latem jeśli chodzi o transfery – kto od nas odejdzie, oby jak najmniej zawodniczek, i kogo uda nam się pozyskać. Bardzo bym chciał, żeby w zespole pojawiły się nowe zawodniczki, które wzmocnią rywalizacje i wniosą coś nowego do gry naszej drużyny. Zawsze dobrze wpuścić, jak to się mówi, nowe rybki do akwarium, żeby zmącić trochę wodę i pobudzić do większej pracy te już pewne swojego miejsca w składzie.

Na sam koniec chciałem podziękować moim zawodniczkom za ciężką pracę jaką wykonują na treningach i powiedzieć, że jestem bardzo z nich dumny i praca z tym zespołem to wielka przyjemność. Choć wszyscy wiedzą, że nie jest ze mną łatwo (uśmiech). Życzę moim zawodniczkom udanego wypoczynku i powrotu z urlopów z wielką chęcią do pracy. Dziękuję również tym ludziom, którzy mi pomagają w pracy z zespołem jak Szymon Kowalik i Maciej Pietrzyk oraz wielu osobom, które są nam przychylne i pomagają anonimowo dobrym słowem lub np. pomocą medyczną. Natomiast tym, którzy atakują czasem nasze zawodniczki na różnych forach chciałem powiedzieć, że krytyka jest potrzebna ale konstruktywna, a nie obrażanie kogoś z powodu osobistych zatargów. Proponowałbym raczej mieć pretensje do mnie, a nie do zawodniczek, bo to ja jestem odpowiedzialny za to jak one grają i na jakiej pozycji oraz za to jak się zachowują na boisku. Więc jeżeli można mieć do kogoś pretensje to do mojej osoby. Już na samo zakończenie dziękuję wszystkim kibicom, którzy pojawiają się na stadionie przy Słowiańskiej, bo uważam, że pod tym względem jesteśmy chyba jedną z najlepszych drużyn w Polsce. Naprawdę patrząc na ilość kibiców na naszym obiekcie jest to najliczniejsza publika w naszej lidze.

fot. Dariusz Stoński

Trzy pytania do Adama Górala

Marzec 19, 2018 by · Leave a Comment
Filed under: Bez kategorii 

AGNa finiszu zimowego okresu przygotowawczego rozmawialiśmy z trenerem KKP Bydgoszcz – Adamem Góralem.

– Wynik sparingu z Canicułą Bytów 28:0 robi duże wrażenie. Jak to wyglądało na boisku?

– Spotkanie było pod naszą pełną kontrolą, widoczna była różnica poziomów rozgrywek. Dziękuję trenerowi drużyny przeciwnej, że zgodził się zagrać z nami. Z gry jestem zadowolony, a szczególnie z postawy młodych zawodniczek, które zagrały po przerwie.

– Był to ostatni sparing przed startem rundy wiosennej. Czy jest pan zadowolony z przebiegu okresu przygotowawczego?

– Okres przygotowawczy uważam za udany i pracowity. Z niecierpliwością czekam na ligę, bo to ona zweryfikuje cała pracę jaką wykonaliśmy zimą. Dziewczyny pracowały solidnie, nierzadko w trudnych warunkach i mam nadzieję, że ich zaangażowanie w trening da efekt na boisku w meczach ligowych.

– Nie przypominam sobie, żeby piłkarki KKP strzelały tyle bramek w meczach kontrolnych. Do tej pory skuteczność była bolączką Pańskiego zespołu. Czy to oznacza ze nasze zawodniczki się odblokowały i ten element stanie się mocną stroną KKP?

– Też się cieszę, że strzelamy tyle bramek, jednak powtarzam, że to liga da nam odpowiedź. Na dziś jestem spokojny, że ten element będzie wyglądał lepiej niż w poprzedniej rundzie.

fot. Dariusz Stoński

Doba jest dla mnie za krótka – rozmowa z Szymonem Kowalikiem, prezesem KKP Bydgoszcz

Marzec 23, 2017 by · Leave a Comment
Filed under: Bez kategorii 

SKNowy prezes KKP Bydgoszcz, Szymon Kowalik w szczerej rozmowie z www.kkpbydgoszcz.pl opowiada m.in. o planach na 4-letnią kadencję, trudnej współpracy z piłkarskimi związkami, finansach klubu, zarządzaniu stadionem, oczekiwaniach sportowych i szkoleniu młodzieży. Każdy, kto zna Szymona Kowalika wie, że jest bezpośredni i zawsze mówi otwarcie to, co myśli. Szczerze i bez owijania w bawełnę. Taki też jest ten wywiad. Zapraszamy do lektury.

– 24 lutego został Pan wybrany prezesem KKP Bydgoszcz na czteroletnią kadencję. Jakie najważniejsze wyzwania stoją przed Panem na nowym stanowisku?

– Zadania wyznacza zarząd klubu na podstawie celów, które sobie obierze. Mamy duże ambicje, jednak ja będę te ambicje tonował zebraną nauką i doświadczeniem, które mam po 11 latach pracy w piłce kobiecej. Nie obiecam nikomu awansu do ekstraligi bez odpowiedniego fundamentu. Na dziś nim nie dysponujemy. Nie mamy zespołu ani finansów na ekstraligę. Organizacyjnie zarząd posiada duże doświadczenie, warunki do trenowania i grania mamy na niezłym poziomie. Chciałbym, aby ten zarząd przede wszystkim postawił na rozwój klubu sportowy, marketingowy oraz wizerunkowy. Mamy ponad 100 zawodniczek, jest to potencjał, który należy wykorzystać. Jeżeli to wykorzystamy to za rok-dwa będziemy chcieli zbudować zespół na awans w składzie opartym w głównej mierze na naszych wychowankach. To w ostatnich latach zaniedbaliśmy. Pozwoliłem odejść kilku zawodniczkom, które za ten klub oddałyby życie, sprowadzając w ich miejsce inne, które traktowały nas jako przystań. Chciałbym także swoimi działaniami dokonać zmian w Wydziale Piłkarstwa Kobiecego w naszym regionie, bo mam wrażenie, że rozwój tej dyscypliny zatrzymał się kilka lat temu. Martwi mnie też ostatnia działalność Komisji Piłkarstwa Kobiecego w Warszawie. Zachowują się tak jakby wszyscy poszli na urlopy i jeszcze nie wrócili.

– Z władzami piłkarstwa kobiecego w Toruniu od dłuższego czasu nie darzycie się sympatią…

– Nie będę owijał w bawełnę, że kochamy się z podokręgiem w Toruniu. Nie, nie kochamy się i pewnie już nie będziemy. Wiele razy próbowałem wyjaśniać wszelkie nieporozumienia i prosiłem o szacunek do nas i innych klubów. Niestety, nie widzę tego, a wydarzenia z ostatniego roku pokazują, że tam się nie chce nikomu pracować i rozwijać. Mi nikt w KKP złotówki nie zapłacił od 2007 roku i jeżeli się czegoś podjąłem to robię to. A jeżeli się do czegoś nie nadaję lub czegoś nie potrafię zrobić to zatrudniam fachowców, pytam innych bardziej doświadczonych kolegów. Wiele razy radziłem się byłego selekcjonera Wojtka Basiuka, czy ostatnio w sprawach związkowych kolegów z Olimpii Szczecin i się tego nie wstydzę. Naszej Akademii też sami nie wymyśliliśmy, tylko otworzyliśmy ją po tym jak zobaczyłem małe dziewczynki na Pajo Cup w Szczecinie w barwach Olimpii. To, że dziewczynki grają z chłopcami podpatrzyłem w Medyku. Trzeba się otwierać na nowe horyzonty i czerpać wzorce od najlepszych. A działacze KPK w Toruniu mam wrażenie myślą, że pozjadali wszystkie rozumy. Rozgrywki Pucharu Polski na szczeblu związku, czy chociażby organizacja Halowych Mistrzostw Województwa U16 pod egidą K-PZPN, gdzie zespoły przyjeżdżają bez kart zawodniczych, kart zdrowia, bez trenerów z licencjami. W piłce młodzieżowej takie rzeczy są niedopuszczalne. Nie ma żadnych list zgłoszeniowych, a impreza nawet nie widnieje w kalendarzu rozgrywek zatwierdzonych przez zarząd K-PZPN. Takie rzeczy trzeba nagłaśniać i zmuszać osoby odpowiedzialne do poważnego traktowania swoich zadań.

– W środowisku sporo się ostatnio mówi o konieczności zmian w kobiecych rozgrywkach młodzieżowych w naszym regionie.

– Mamy 16 zespołów w województwie w kategorii młodziczek. To bardzo dużo. Nie wiem jak to dziś wygląda, ale rok temu mieliśmy najwięcej w Polsce. I co to nam daje? To, że dzielimy je na cztery grupy po cztery zespoły. Nasz zespół gra jeden turniej w październiku i jeden w marcu. Pytanie po co te dziewczęta trenują cały rok? Jak one mają się rozwijać? Na pytanie dlaczego tak jest, dlaczego nie ma pełnej ligi młodziczek „jesień-wiosna” słyszę rzeczy nieprawdziwe. Poza tym jak dziewczynki w wieku 11-12 lat mają się rozwijać grając na orlikach? Orlik jest dobry dla 8-9, no może 10-letnich dziewczynek. Przecież kadra U13 gra na dużym boisku, a tam grają właśnie te zawodniczki. Inne województwa mają ligę młodziczek i grają na dużym boisku. Zachodniopomorskie, Pomorskie, Wielkopolska to tylko te województwa najbliżej nas – już nam dawno odjechały. I niech mi pan powie, jak my mamy się rozwijać? Gramy w Makroregionalnej Lidze Juniorek Młodszych i nasze zawodniczki w większości grają pierwszy oficjalny mecz na dużym boisku, na duże bramki, bo właśnie do 13 roku życia każe się im grać na orlikach. Mam je winić, że przegrywają? Czy trenerów mam winić? W żadnym wypadku! Mam o to pretensje tylko do Komisji Piłkarstwa Kobiecego, która odpowiada za piłkę kobiecą w moim województwie. Na tym zakończę ten wątek, bo na ten temat książkę mógłbym napisać. Jakby ktoś chciał mi coś zarzucić, to jestem otwarty na konfrontację.

A jak układa się współpraca z Polskim Związkiem Piłki Nożnej? Po październikowych wyborach doszło do zmian w składzie Komisji Piłkarstwa Kobiecego.

– Andrzej Padewski zakończył swoją kadencję jako przewodniczący KPK w Warszawie. Kadencję – w mojej opinii – niezłą, ale jakby miał więcej honoru, to mógłby ją zakończyć z lepszą twarzą. Na pewno na moją ocenę jego pracy rzutuje jego postawa w sprawie licencji dla klubów ekstraligowych, w której to ja dziś mogę iść z podniesioną głową, a on zwyczajnie nas oszukał. Wiele razy powtarzał, że nie pozwoli na brak zespołów młodzieżowych. Całą Polskę poinformował 1 kwietnia na swoim profilu na portalu społecznościowym, że specjalnie przez niego powołana komisja zweryfikowała wszystkie kluby i wszystkie posiadają zespoły młodzieżowe. Po zakończeniu rozgrywek okazało się, że jednak nie mają i posypały się kary. Kary tak „surowe”, że na pewno odstraszyły pozostałe kluby od podobnych zagrywek. Karą był 1 pkt i 5000 grzywny w zawieszeniu. Mówiąc krótko: piłkarskie jaja. A już to, na co pan Padewski pozwolił Zagłębiu Lubin to jest prawdziwy majstersztyk! Niech mi pan powie, jak można zgłosić zespół do jakiejkolwiek ligi w jakimkolwiek związku w marcu, kiedy wszystkie rozgrywki już trwają. Ale OK, każdy popełnia błędy. Uważam, że lepiej popełnić błąd coś robiąc niż nie robić nic. Choć jak wspominałem, mam ogromny żal za to, że pan Andrzej Padewski okłamał nas w żywe oczy. Poza tym jednak zrobił dużo dobrego dla naszej dyscypliny i trzeba to otwarcie przyznać. Jednak co dalej? W październiku wyłoniła się nowa/stara Komisja. W zasadzie my nie wiemy do dziś czy ta komisja istnieje. Normalnie jak ja wchodzę do nowej pracy jako dyrektor czy osoba zarządzająca to wynoszę nawyki z domu; rodzice mnie tak wychowali, że należy się przedstawić, przywitać, przedstawić swoją wizję, plany itp. Mamy nowego przewodniczącego i nową komisję, a dowiaduje się o tym z portali internetowych. Nie zorganizowano spotkania z klubami, nie powiedziano jakie cele będą realizowane. Zupełnie nic, jakby byli na urlopach. Stanęliśmy w miejscu, straciliśmy pół roku. A wydarzenia ze stycznia czy lutego pokazały, że znowu mam rację. Najpierw głośna afera przed zgrupowaniem w Turcji, potem bałagan z kalendarzem rozgrywek, walkowery w Pucharze Polski. Kluby wybierają granie w akademickich rozgrywkach zamiast rozgrywek organizowanych przez PZPN, a nasza komisja w żaden sposób nie reaguje. Zmiany w kalendarzu wprowadza się na przełomie stycznia i lutego, gdzie każdy normalny klub ma już zaplanowany cały okres przygotowawczy ze zgrupowaniami czy sparingami. Czy to jest poważne? Nie wiem kogo o to zapytać, bo nie ma kogo. Nie, nie narzekam, żal mi po prostu, że stoimy w miejscu, a inni nam odjeżdżają. Jakieś trzy lata temu na jednym ze spotkań klubów w PZPN, prezes Medyka Konin Roman Jaszczak rzucił pomysł siedemnastego związku w PZPN – Związku Piłki Kobiecej. Dziś wiem, że trzy lata doświadczeń mielibyśmy za sobą, pewnie wiele rzeczy byłoby zrobionych źle, ale też bylibyśmy o wiele dalej z przodu choćby z marketingiem w Ekstralidze czy I lidze. Przez takie działania jak obecnie, ta dyscyplina za chwilę się cofnie. Nie wykorzystano w żadnym stopniu wzrostu rejestracji polskich piłkarek o 500%. Jeszcze na dodatek czytam wywiad z selekcjonerem i oczom nie wierzę – nie mamy żadnych celów, ma być lepiej. Kadra bez celu? To może ją zlikwidujmy jak kadrę futsalu, a po roku znowu reaktywujmy?

– Nie jest tajemnicą, że klub nie dysponuje wysokim budżetem. Pozyskanie sponsorów będzie zatem jednym z głównych zadań nowego zarządu. Wiemy jednak, że w obecnych czasach jest o to bardzo ciężko.

– Na pierwszym zarządzie był to jeden z tematów, które podjęliśmy. Wie pan, to nie jest tak, że Kowalik został prezesem, doszedł Pietrzyk. Mrówczyński i Wyrwas i w miesiąc w klubie będzie 100 tysięcy więcej. Jak wspomniałem, chcemy postawić na marketing i wizerunek klubu, a co za tym idzie przekonać sponsorów do inwestycji w nasz klub, bo tak to trzeba nazwać. Dziś już nie istnieje sponsoring na zasadzie dawania kasy na widzi mi się. Sponsor da pieniądze i chce widzieć efekty tego za co płaci. Chce widzieć, że jego logo przewija się przez media w artykułach pozytywnych. Chce widzieć, że jego firma daje pieniądze tam, gdzie jest dobry wizerunek. Więc te dwie dziedziny będą dla nas bardzo ważne. Chcemy stworzyć tzw. Business Card KKP. Każda firma czy osoba prywatna, która będzie nas wspierać finansowo kwotą zapisaną w umowie otrzyma taką kartę. Posiadacz karty będzie oczywiście miał przywileje inne niż normalny kibic. Będzie mógł zaparkować auto na stadionie, będzie mógł w trakcie meczu skorzystać z cateringu, napić się zimnych czy ciepłych napojów, coś zjeść. W przypadku brzydkiej pogody obejrzy spotkanie pod dachem, będzie otrzymywać gadżety klubowe oraz będzie mógł uczestniczyć w spotkaniach z zespołem. Będziemy się starać, aby karta służyła także do zakupów i usług u naszych sponsorów z extra rabatem. Zależy mi na wprowadzeniu tej karty i stworzeniu takiego standardu meczowego. Ostatnio czytałem bardzo fajny wywiad z Dariuszem Mioduskim. Oczywiście ja nie jestem Mioduski, a KKP to nie Legia Warszawa, ale mamy coś wspólnego: nigdy tak jak on nie pomyślałem, że na klubie można zarobić. Oczywiście nie mam takich planów i twardo stąpam po ziemi. Nie dysponuje takim potencjałem ani takimi pieniędzmi, ale można powiedzieć, że gdybym miał poszedłbym tą samą drogą. Myśli długofalowo i my w naszych realiach będziemy robić podobnie.

– W nowym zarządzie nie brakuje nowych twarzy. Jakie role widzi pan dla poszczególnych osób?

– To fakt, tylko ja i Maciej Pietrzyk pozostaliśmy. Role na pierwszym spotkaniu już przydzieliliśmy. Maciej i ja odpowiadamy za to samo co robiliśmy wcześniej. Maciej to przede wszystkim kontakt na linii klub-KPZPN i klub- PZPN, wszelkie rejestracje i zgłoszenia, różne sprawy formalne związane z rozgrywkami i tematy, które wychodzą na bieżąco. Do tego jego oczko w głowie, czyli strona www oraz fanpage na Facebooku. To akurat uważam, że jeżeli chodzi o piłkę kobiecą działa na najwyższym poziomie. Co ja robię, to ze skromności przytaczać nie będę, ale doba jest dla mnie za krótka. Tadziu jest sekretarzem, jego działka to porządek w dokumentacji oraz pomoc prawna w przepisach PZPN. Stasia i Marka będziemy wprowadzać w niuanse naszej pracy. Będą nas wspomagać we wszystkich zadaniach. Obaj będą reprezentować klub w rozmowach ze sponsorami oraz na innych spotkaniach. Marek zajmie się realizacją przywilejów dla posiadaczy Business Card KKP. Stasiu na przykład został wybrany szefem komitetu organizacyjnego gali 10-lecia KKP. Powtórzę się, ale nie są dla nas ważne funkcje. One są, bo muszą być zgodnie ze statutem. Dla mnie każdy członek zarządu ma tak samo ważny głos jak ja. Każdy z nas reprezentuje klub i każdy z nas wnosi coś do tego zarządu, co pokazało nam pierwsze spotkanie i ożywiona dyskusja na każdy z tematów. To mi się bardzo podobało i oby tak było dalej.

– Poza zarządzaniem klubem, sporo pracy przysparza także zarządzanie Stadionem Miejskim. Odkąd obiektem przy ul. Słowiańskiej zarządza KKP widocznych jest wiele zmian, jak choćby wymiana krzesełek, zamontowanie tablicy świetlnej, zakup profesjonalnego nagłośnienia czy odświeżenie ogrodzenia. Nowych zadań jednak nie brakuje.

– Rzeczywiście jest sporo pracy. Śmieję się pod nosem jak spotykam ludzi ze środowiska piłkarskiego którzy mówią „wy macie fajnie, macie stadion”. Fakt, mamy i zarządzamy nim. Miasto zaufało nam i mam nadzieję, że tego zaufania nie stracimy. Jednak nie jest to takie łatwe, pracy jest bardzo dużo. Na wszystko potrzeba pieniędzy. Miasto pokrywa media, ale pozostałe rzeczy jak naprawy hydrauliczne czy elektryczne, zatrudnienie gospodarza, sprzątaczki, zakup środków czystości czy odśnieżanie boiska, to wszystko jest po stronie naszych wydatków. Nagłośnienie, tablica to efekty inwestycji Urzędu Miasta za co dziękujemy, ale pewnie by ich nie było, gdyby włodarze miasta nie widzieli, że się staramy i dbamy o ten stadion jak tylko możemy. Wymiana krzesełek to 80% naszego wkładu, płot malowaliśmy sami razem z zawodniczkami; każdy dołożył swoja cegiełkę. Koszty farby to ponad 3 tysiące złotych z naszych środków. Największy problem z jakim się zmagamy to budynki. O ile budynek tzw. biurowy wygląda nieźle w środku jak i na zewnątrz, to już szatniowy wygląda dobrze tylko na zewnątrz, bo w środku szkoda to komentować. Tam potrzebny jest kapitalny remont. Wydajemy kilka tysięcy złotych na naprawy WC i pryszniców. Rury są w opłakanym stanie, ciągle się coś zapycha. Drzwi wypadają z zawiasów itp. Naprawy czegoś, co nie powinno być już w użyciu wymagają dużych nakładów finansowych. Chcemy wnioskować o remont tego budynku nawet kosztem tego, że na lata 2017-2018 nie dostaniemy żadnych środków na inne rzeczy takie jak bramki, wyposażenia budynków itp. Remont budynku szatniowego to jest dla nas priorytet. Liczę na przychylność Urzędu Miasta chociażby dlatego, że nie raz pokazaliśmy, że dbamy o pieniądze miasta i o stadion jak o swój dom. Jest przez to jakiś stres, bo każdy z nas chce, żeby wszystko było zrobione jak należy.

– W tym roku KKP świętuje 10-lecie istnienia. Wiemy, że są już pewne jubileuszowe plany.

– Nie wyobrażam sobie, abyśmy tego nie uczcili. 10 lat, w tym 5 lat w ekstralidze, awanse i spadki. Jest co wspominać. Jak wspominałem Stanisław Wyrwas został szefem komitetu organizacyjnego gali z okazji 10-lecia. Razem z Markiem Mrówczyńskim będą odpowiadali za wybór miejsca, terminu itd. Myślę, że w tym się dobrze czują i poradzą sobie. Oczywiście wszyscy im pomożemy w organizacji gali, postaramy się znaleźć sponsora lub sponsorów, którzy nas wesprą. Od dzisiaj na wszelkich dokumentach, stronie internetowej, fanpage i koszulkach będzie logo 10-lecia. Wszystkie oficjalne spotkania pierwszy zespół zagra w okolicznościowych koszulkach specjalnie zrobionych na tę okazję przez firmę Rhinos Sports. Po ostatnim spotkaniu ligowym w tym roku koszulki pofruną do naszych kibiców. To takie małe podziękowanie za to, że są z nami. Na koszulkach jest też ukłon w stronę zespołu – zamiast nazwisk jest napis „Wiara, Nadzieja, Walka”. Jest to hasło, którym nasze zespoły zagrzewają się do walki przed meczem, a mi osobiście kojarzy się z największymi sukcesami w klubie. Pamiętam, że wtedy bardzo dużą rolę odgrywała atmosfera w drużynie. Dlatego postanowiliśmy, że może to hasło na koszulkach jeszcze bardziej nas scali z zespołem i wrócimy do tamtych czasów.

– Teraz porozmawiajmy nieco o stronie sportowej. Runda jesienna nie należała do udanych, zespół zajął dopiero 7. miejsce z 11 punktami. W czym należy upatrywać przyczyn takiego stanu rzeczy?

– No cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Zespół się nie popisał. My również do tego dołożyliśmy swoje pięć złotych, wyprzedając zawodniczki do innych klubów. Ale też pieniądze, które otrzymaliśmy za Anię Palińską czy Dominikę Łuczak pozwoliły nam spłacić długi. Martę Rybacką czy Oliwię Siemińską oddaliśmy za grosze, aby te dziewczyny mogły dalej grać w piłkę. Natomiast z Adrianną Szlendak rozwiązaliśmy jednostronnie kontrakt, na co po spadku z ekstraligi pozwalały nam przepisy. Do zespołu weszła młodzież i my naprawdę się z tego cieszymy. To nie jest tak, że ja to mówię szukając usprawiedliwienia słabych wyników. Uważam, że główną przyczyną było to, że przez ostatnie sezony w ekstralidze zespół zapomniał, jak się wygrywa. Psychicznie dziewczyny siadły i było to widać jesienią. Nie było spotkania, w którym byśmy nie byli lepszym zespołem. No może poza meczem w Gorzowie czy drugą słabszą połową w Poznaniu, każdy mecz mogliśmy wygrać różnicą 3-4 bramek. To jednak już za nami i wierzę, że na wiosnę odpalimy.

– Zimą zespół mocno pracował – zarówno na własnych obiektach jak i na obozie w Wągrowcu – aby wiosną prezentować się zdecydowanie lepiej. Trener Adam Góral chwali pracowitość i zaangażowanie swoich podopiecznych. A jak to wygląda z Pańskiej perspektywy?

– Znam filozofię przebudowy zespołu przez Adama. On w to wierzy i nawet jakby mi się to nie podobało czy na dziś nie było efektów, to jego wiara daje mi odpowiedź, że obrał słuszną drogę. Cały czas szukał tego optymalnego rozwiązania i pewnie jakby musiał, to jeszcze bramkarka Daria Granowska zagrałaby w polu. Żartuje oczywiście, ale widać po jego ruchach kadrowych, że szuka i mam nadzieję, że znajdzie. Na podstawie dwóch sparingów z zespołami ekstraligowymi mogę powiedzieć, że widać już to czego poszukiwał. Nie do końca jeszcze wszystko wygląda tak jakby trener chciał, ale jest widoczny progres. Troszkę plany pokrzyżowała przykra sytuacja życiowa Ani Lewandowskiej, ale wierzę, że wróci do nas szybko. Ona wie, że na nią czekamy i wszyscy jej tu pomożemy.

– Trener Adam Góral cieszy się dużym zaufaniem zarządu. Czym na nie zapracował?

– Trener wierzy w ten zespół to i ja wierzę jemu. Nie mam powodów, żeby myśleć inaczej. Daliśmy Adamowi komfort minimum dwuletniej pracy z zespołem. Wiem, że to dla trenera bardzo ważne. On się cały czas uczy, ale przecież to nie jest żadną ujmą. Dobrze, że Adam chce tę wiedzę chłonąć, a nie chodzi nadęty jak paw. Widać też jedną bardzo ważną rzecz i dzisiaj mogę chyba to głośno powiedzieć: zespół i trener skoczą za sobą w ogień. Pół roku temu mogli co najwyżej rozpalić grilla (śmiech). To jest bardzo ważne!

– Zarząd myśli już z pewnością o kolejnym sezonie. Możemy spodziewać się zmian personalnych w zespole?

– Oczywiście myślimy już o budowie drużyny na przyszły sezon. W kolejce do kadry pierwszego zespołu czekają kolejne zawodniczki z rocznika 2002-2003. Tak zupełnie na poważnie, to wiosna da nam odpowiedź w jakim jesteśmy miejscu, a trener Góral będzie wiedział na kogo może liczyć. Nic nie obiecuję. Jesteśmy po wstępnych rozmowach z czterema zawodniczkami. Dwie z nich kibice KKP znają, a może inaczej – na pewno pamiętają. Co z tych rozmów wyniknie, to już pokaże czas i możliwości finansowe klubu. Nie zrobię niczego, co mogłoby narazić nasz klub na zadłużenie.

– Klub dużą wagę przykłada do szkolenia młodzieży. W klubie prężnie rozwijają się grupy młodzieżowe. Proszę opowiedzieć naszym kibicom o pracy KKP z młodzieżą i planach na przyszłość z tym związanych.

Faktycznie przykładamy do tego szczególną wagę. Mamy kilka grup młodzieżowych, mamy gdzie trenować. To jest już dużo, czego więcej chcieć? Wyników? Nie można tego wymagać od 8-10 czy 12-letnich dziewcząt, a nawet od juniorki młodszej. Ktokolwiek mi powie, że w tym wieku ważne są wyniki, będę się z nim kłócił. Z rocznika 2000 z klasy sportowej mamy dzisiaj w I zespole trzy zawodniczki. W drugim zespole jest jedna. To dużo. Liczyłem, że dwie będą sukcesem. Zaznaczam, że one mają po 16 lat. Z całej klasy chyba jeszcze dwie grają w piłkę. Reszta przestała. Nikt od tego rocznika nie wymagał osiągania konkretnych wyników. Wygrywały i przegrywały na zmianę. Dziś wiem, że te które wymieniłem są z tego rocznika najlepsze. W tym wieku reszta by zginęła grając dalej w piłkę, bo traktowałyby to mało poważnie. Dlatego ich nie ma. W Akademii, która jest zależna od klubu a klub od niej, trenuje ponad 40 zawodniczek, którymi opiekuje się kilku trenerów. Na turniej halowy potrafi pojechać trener I zespołu – to ważne dla nich. One wiedzą kim on jest i czują się inaczej. Zespoły grają w lidze z chłopcami, te dziewczynki, które grają w tej lidze z dwoma turniejami na rok też grają z chłopcami, bo gdzieś muszą. Dziś narzekają, ale za 2-3 lata zostaną tylko te, które wytrzymają. Na pewno widać, że jest kilka perełek, ale czeka je dużo pracy. Rodzice też to rozumieją, co bardzo mnie cieszy. Widziałem ostatnio filmik Piasta Gliwice na temat rodziców i wywoływanej przez nich presji na swoje pociechy. My takiego problemu nie mamy. Rodzice nawet jak mają swoje zdanie, to tego dziewczynkom ani nam nie okazują. Powiem więcej: rodzice naszych zawodniczek są dla nich wielkim wsparciem, za co im dziękuję. Plany na przyszłość to jeszcze większa promocja piłki kobiecej i jeszcze więcej zawodniczek w klubie. Martwi mnie trochę reforma edukacji. Likwidacja gimnazjów to dla nas cios. Dla roczników 2004/2005 oraz 2006 nie ma możliwości utworzenia klasy sportowej. Następnym rocznikiem jest 2007, który może utworzyć klasę w IV klasie szkoły podstawowej. Dziewczynki mamy z całej Bydgoszczy oraz spoza niej. Dla rodziców to problem logistyczny: dowieźć i odebrać. Nie mamy też wiedzy, czy ten rocznik jest przygotowany na funkcjonowanie w ramach klasy sportowej. To spore ryzyko i kolejna niewiadoma. Na ostatnim zarządzie temat był dyskutowany i teraz musimy podjąć decyzje, bo czasu już bardzo mało.

fot. Maciej Mrozik

Następna strona »

Featured Ad
Marquee Powered By Know How Media.