„Będziemy walczyć o przetrwanie” – rozmowa z Szymonem Kowalikiem

Kwiecień 10, 2020 by
Filed under: Bez kategorii 

SK_Zapraszamy do lektury wywiadu z Szymonem Kowalikiem, prezesem KKP Rem Marco Bydgoszcz. Specjalnie dla naszego portalu Prezes w swoim stylu, a więc mocno i szczerze do bólu, opowiada o aktualnej sytuacji klubu, a także ocenia propozycje regulaminowe i pakiet pomocowy PZPN. Przeczytajcie koniecznie!

– Mamy obecnie do czynienia z bezprecedensowym paraliżem rozgrywek ligowych, zespół nie może także wspólnie trenować. Jak wobec epidemii koronawirusa wygląda aktualna sytuacja sportowo-organizacyjna w klubie?

– Wszyscy wiemy jak wygląda dziś życie – jesteśmy praktycznie więźniami we własnych domach. Każde wyjście jest obarczone ryzykiem. Od 13 marca próbowaliśmy wszystkiego. Treningi grup młodzieżowych zawiesiliśmy z dniem 12 marca chyba jako ostatni w Bydgoszczy. Pierwszy zespół trenował w grupach po 3-4 osoby. Bywało, że trener Adam Góral spędzał na stadionie 7-8 godzin. Żeby zminimalizować ryzyko te grupy nawet się nie mijały. Pod koniec marca ostatecznie zamknięto obiekty miejskie. Od ponad 10 dni zawodniczki trenują codziennie według rozpiski indywidualnej. Jest to jedyne rozwiązanie na chwilę obecną. Klub zamknięty, stadion zamknięty, kawał naszego życia się rozwalił. Jak wszyscy zauważyli rundzie wiosennej i jak najlepszemu przygotowaniu się do niej podporządkowaliśmy ostatnie miesiące. Cel był jeden: pozostać w ekstralidze. Cały okres przygotowawczy to była jedna wielka niewiadoma. Przypomnę, że nie mieliśmy jak zwykle 2,5 miesiąca czasu, ale 40 dni do pierwszego pucharowego meczu. Od tego meczu w zasadzie nie widzieliśmy światełka w tunelu, ale wschód słońca. Kapitalne mecze zespołu w Pucharze Polski podniosły znacznie morale dziewczyn. We Wrocławiu przegraliśmy pechowo przy wymiernej pomocy sędzi. Mimo tego byliśmy podbudowani naszą grą i czekaliśmy na mecz z AZS UJ Kraków, żeby powalczyć z nim o punkty. Nie będę ukrywał, że wiedzieliśmy że AZS UJ praktycznie nie schodził z hali i tu upatrywaliśmy naszej przewagi. Na trzy dni przed meczem wszystko co mieliśmy zaplanowane i realizowaliśmy krok po kroku runęło. Dzisiaj tęsknimy za piłką, za treningami, za klubem…

– Proszę powiedzieć, jakie ruchy podjął zarząd klubu wobec zaistniałej sytuacji epidemiologicznej w kraju?

– W zasadzie tu nie można mówić o żadnych ruchach. Tu trzeba się dostosowywać do bieżącej sytuacji. Najgorszą rzeczą nie jest nawet kwarantanna, te wszystkie obostrzenia czy zakazy, najgorszy jest brak wiedzy co dalej. Kiedy wrócimy do treningów? Kiedy to się skończy? Nie możemy nawet niczego zaplanować. Myśli kibica są dziś takie „kiedy zagrają”, „czy w ogóle zagrają”, a my niestety mamy głowy pełne problemów. Sponsorzy wstrzymali finansowanie klubu. Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, ogromnie dziękuję, bo to daje nam jakiś oddech i nadzieję na lepsze jutro. Nie chcę naszych piłkarek czy kibiców martwić na zapas, ale sytuacja jest bardzo trudna. To co mieli wpłacić sponsorzy do końca sezonu, a czego możemy nie mieć to jest kwota 70-80 tysięcy złotych. Stanowi to 1/5 naszego budżetu. Realne szanse na pozyskanie sponsorów w tym roku są równe zeru. Wszyscy widzimy co się dzieje na świecie, sport zszedł na drugi plan. Najważniejsze jest zdrowie. Pozostaliśmy z zobowiązaniami wobec zawodniczek i sztabu szkoleniowego. Przy zaprzestaniu finansowania z zewnątrz są to dla nas potężne koszty. Podjęliśmy radykalne kroki w postaci wypowiedzenia umów mieszkaniowych. Oczywiście nie wszystkich, ale kiedy wznowimy rozgrywki to warunki mieszkaniowe dla zawodniczek będą partyzanckie. Dziewczyny same zaproponowały obniżenie kontraktów, a biorąc pod uwagę ich „bajeczne” kontrakty, to naprawdę jestem im wdzięczny. Mimo to, proszę mnie dobrze zrozumieć, bo ktoś zaraz pomyśli „obcięli kasę dziewczynom, a ten jeszcze płacze”. Mimo tego o czym mówiłem przed chwilą, do szczęścia jeszcze dużo brakuje. W 2-3 tygodnie wszystko nam się rozwaliło. Czytam portale, gazety i opinie niektórych fachowców, że każdy klub powinien odkładać na takie chwile i być na to przygotowanym. Tak sobie czasami myślę, że może faktycznie coś zrobiliśmy źle, że może rzeczywiście gdzieś popełniłem błąd? Ale tutaj od razu zapala się lampka – kiedy ma się 400 tysięcy budżetu na rok tak jak my, to z czego tutaj odłożyć? To nie jest takie proste, za to łatwo patrzeć z boku i krytykować. Nie wiem co będzie dalej. Na dziś nie wiemy nic. Przed nami bardzo ciężkie miesiące. W zasadzie mogę powiedzieć, że będziemy walczyć o przetrwanie, tak jak dziś wszyscy Polacy walczą o zdrowie.

– Polski Związek Piłki Nożnej podjął pewne kroki regulaminowe, a także przedstawił program pomocowy dla klubów. Jak pan oceni rozwiązania proponowane przez piłkarską centralę, a może ma pan swoje pomysły na wyjście z tej arcytrudnej sytuacji?

– Odnośnie propozycji regulaminowych powiem wprost: nie godzę się na żadne spadki przy zielonym stoliku! Wiem, że zaraz ktoś może napisać „ugrali 4 punkty i chcą się utrzymać”. Nie, chcemy rywalizować w tej lidze i utrzymać się na boisku. Absolutnie nie zgadzam się z opcją spadku po ostatniej pełnej kolejce. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale w Ekstralidze Kobiet ostatnia pełna seria spotkań to 6. kolejka z dnia 14 września 2019 roku. W 7. kolejce nie rozegrano jednego meczu, a także w 12. nie rozegrano jednego. Chyba nikt nie wierzy w to, że zostanie utrzymana tabela po 6. kolejce? Kolejnym argumentem dla nas są zapisy regulaminu ekstraligi, który wszystkie kluby dostały przed sezonem, a w tym momencie – w czasie trwania rozgrywek – reguły zostają zmienione decyzją PZPN. Przypominamy, że zgodnie z treścią uchwały nr IX/140 w sprawie organizacji rozgrywek w piłkę nożną § 16 pkt. 4 „Przed rozpoczęciem rozgrywek właściwy organ prowadzący rozgrywki ogłasza regulamin tych rozgrywek, który nie może być zmieniany w czasie ich trwania.” Czy prawo działa wstecz? Mijają dwa tygodnie i w Przeglądzie Sportowym z 4-5.04 ukazuje się wywiad z Prezesem PZPN Zbigniewem Bońkiem, w którym powiedział: „ to samo gdybyśmy zdegradowali ostatni zespół – wtedy pójdzie do sądu i powie, że gdyby wcześniej wiedział ze 15. lokata gwarantuje utrzymanie to zimą zainwestowałby więcej w nowych piłkarzy, lepiej się przygotował i sprawę by wygrał. Argument byłby podstawowy: nie można zmieniać regulaminu w trakcie rozgrywek”. My dostaliśmy regulamin, który mówi o 22. kolejkach, o meczach chociażby z Żywcem u siebie i na wyjeździe, a nie tylko na wyjeździe. Dlatego każdy następny dzień przynosi nowe rozwiązania, nowe wiadomości. Rozumiem wszystko, rozumiem, że dziś mój zespół jest na miejscu spadkowym, ale nie godzę się z tym, żeby decyzje administracyjne spowodowały spadek do niższej ligi. Jeżeli sytuacja się unormuje jesteśmy w stanie grać co trzy dni. Jeżeli spadniemy w sportowej walce, to pierwszy pogratuluje rywalom i podziękuje za możliwość rywalizacji. Jeżeli epidemia nie pozwoli na wznowienie rozgrywek, to jest wiele możliwości, aby nie skrzywdzić wielu zespołów w piłce kobiecej jak i męskiej. Nie dopuszczam myśli, że na ponad trzy miesiące przed wygaśnięciem kontraktów nasz zespół skazuje się na spadek zostawiając z ogromnymi kosztami realizacji umów i kontraktów przy braku jakichkolwiek przychodów. To już jest dla nas przysłowiowy gwóźdź do trumny. A gdzie tu jest postawa fair play? Dodatkowo z zespołami bezpośrednio zaangażowanymi w walkę o utrzymanie graliśmy na wyjazdach. Jestem jednak spokojny, że PZPN znajdzie jakieś rozwiązanie. Boli mnie to, że w piłce męskiej kluby same szukają takich rozwiązań, rozmawiają, składają propozycje. W piłce kobiecej wszyscy się zaszyli i za dwa miesiące albo będą skakać albo płakać. Tu nie ma żadnego dialogu, żadnej współpracy. Tu nikt do nikogo nie dzwoni, nie ma na nic pomysłów. Na spotkaniach w PZPN poza mną, Maćkiem Burytą z Olimpii Szczecin i Romanem Jaszczakiem z Medyka Konin, może jeszcze działaczem z Łodzi i kolegami z Krakowa, reszta zachowuje się jak pomniki. Dziwi mnie jak można jechać na spotkanie w temacie reorganizacji lig czy systemu licencyjnego, siedzieć po 4-5 godzin i nie zabrać głosu w żadnej z omawianych spraw? Są także tacy, którzy jak już coś powiedzą, to nie wiedzą czy do dobrej sali trafili (śmiech). Jeden z prezesów klubu ekstraligowego na marcowym spotkaniu w sprawie procesu licencyjnego zapytał, czy nie możemy tych licencji przełożyć o rok, ponieważ PZPN chce je wprowadzić zbyt szybko i on nie zdąży. Informacje o wprowadzeniu podręcznika licencyjnego na podstawie regulacji UEFA po raz pierwszy otrzymaliśmy w sierpniu. W grudniu na spotkaniu omawialiśmy już zakres obowiązków, kryteria przyznawania licencji itp. Na tych spotkaniach można odnieść wrażenie, że większości szefów klubów wszystko pasuje, nikt nie ma z niczym problemów. Ale już w rozmowach na przykład przedmeczowych płaczą, że PZPN nie pomaga, że sędzie słabe, że Nina Patalon znowu coś wymyśla. Ale jak na spotkanie przyszła wspomniana koordynator ds. rozwoju piłkarstwa kobiecego, a zarazem trener kadry U19 Nina Patalon z programem reorganizacji i wieloma innymi pomysłami, które zamierzają wdrażać, to jak zwykle, kto się o coś zapytał? Maciek, Roman i ja – reszta patrzyła w ekrany jakby Bolka i Lolka puścili. To nie jest śmieszne, to jest straszne. I to nas jako środowisko piłki kobiecej gubi, to skazuje nas na czekanie, na decyzje PZPN, a jak już są one podjęte to możemy jedynie je przeczytać i czy nam się podobają czy nie – zaakceptować. Chcemy zmieniać piłkę kobiecą na lepszy produkt, to bądźmy dla PZPN partnerem w dyskusji, partnerem do współpracy. Tylko wtedy zaczną nas inaczej odbierać. Wracając jednak do tematu i drugiej części pytania. Kolejny raz powtarzam, że należy przyklasnąć PZPN za zaproponowaną pomoc. Jakiekolwiek wsparcie w tym okresie jest na wagę złota. Ja jednak już taki jestem, że zawsze uważam, że coś można było zrobić lepiej. OK, nie ja jestem od tego, by podejmować takie decyzje, ale przyjrzyjmy się pakietowi dla piłki kobiecej… Fajnie to wygląda: 7,6 miliona złotych na piłkę kobieca. Gwarantuje, że 12 zespołów ekstraligi kobiet nie ma takiego budżetu na rok! Zauważmy jednak, że są to dodane wartości do tego, co już było nam zaproponowane bodajże w lipcu 2019 roku. Ekstraliga 50.000, I liga 25.000, II liga 10.000, więc dziś podawane kwoty są tylko wzbogacone o 50.000, a nie, że PZPN daje nam pakiet 100.000 złotych. Zobaczmy jak to wygląda w męskiej piłce. Środki z Pro Junior System wypłacone w tym sezonie. Załóżmy, że na 99 % rozgrywki nie zostaną wznowione, ale kasa będzie wypłacona. Do tego pakiet solidarnościowy dla klubów, które nie załapią się w Pro Junior System. Klub czwartej klasy rozgrywkowej czyli trzeciej ligi otrzyma minimum 20.000, a może nawet 100.000 jeszcze w maju lub czerwcu. I tutaj możemy powrócić do poprzedniej części. Gdybyśmy mieli jaja jako kluby ekstraligi czy nawet I ligi, prezesi by się zdzwonili, wypracowali propozycje i można by na przykład grzecznie poprosić, aby część pieniędzy PZPN wypłacił jako pakiet solidarnościowy w maju. Niechby to było nawet kosztem przyszłego sezonu, zakładając, że PZPN nie zwiększyłby tej puli 7,6 miliona. Obawiam się, że tych 100.000 czy 50.000 może nie być komu wypłacić w nowym sezonie, ale obym się mylił. Rzadko to robię raz na 15 czy 20 razy, ale ten jeden raz niech się pomylę dla dobra kobiecej piłki. Na zakończenie życzę zdrowia wszystkim piłkarkom, wszystkim naszym kibicom, sponsorom i partnerom. Obyśmy jak najszybciej spotkali się na stadionach.

fot. Dariusz Stoński Photography

Komentarze

Zapraszamy do dodawania komentarzy.

You must be logged in to post a comment.

Featured Ad
Marquee Powered By Know How Media.